Zobaczcie najpierw czym się inspirowałam.

Kalendarz był trochę pracą zbiorową. Tata mojego M. zorganizował i przyciął dla mnie deskę do wymiarów 100x15 cm. Grubość 2 cm. Pomalowałam ją farbą akrylową biała, taką malarską i niczym nie zabezpieczyłam. Kupiłam drewniane klamerki za parę złotych i pomalowałam je czerwoną farbą :). Przykleiłam je do deski na taśmę dwustronną, ale tego nie polecam, bo zdarza się, że klamerki odpadają i trzeba je przyklejać na nowo.

Jestem totalnym beztalenciem jeśli chodzi o szycie, więc poprosiłam mamę o uszycie woreczków z filcu na słodkości :). Kolejnym etapem było spędzenie z moim M. weekendu na przeciąganiu wstążek w woreczkach :D. Cierpliwość mile widziana.

Miałam ogromne wątpliwości jak zawiesić deskę na ścianie. Myślałam o różnych opcjach, ale ostatecznie postawiłam na najprostszą. Kupiłam zawieszki do obrazków (takie z dwoma gwoździami) i jak na razie dobrze się trzyma :). Cyferki narysowałam zwykłym długopisem przeznaczonym do pisania na płytach. Potem wypełniłam markerem :).
Po powieszeniu ozdobiłam kalendarz lampkami. Uwielbiam światełka :).

Co myślicie :)?
Czekałam na niego! Jest świetny, jak uroczo wygląda z lampkami.
OdpowiedzUsuńJak dobrze wiedzieć, że ktoś jeszcze ma dwie lewe ręce do szycia, od razu mi raźniej :D
Świetny pomysł! Ogromnie mi się podoba! Lampki cudownie go rozświetlają :)
OdpowiedzUsuńgenialnie wygląda :D szczególnie z zapalonymi światełkami :D fajne cyferki Ci wyszły :D moje to pewnie byłyby krzywulce:D
OdpowiedzUsuńPodziwiam, za cierpliwość, sporo pracy trzeba było włożyć, dobrze że miałaś takich zdolnych pomagierów;) Ale efekt warty jest każdego włożonego wysiłku :D
OdpowiedzUsuń